Komiksy

Invasion: Refugees


Tytuł oryginału: Invasion #0-5: Refugees
Tytuł TPB: Invasion Volume #1: Refugees
Scenariusz: Tom Taylor
Rysunki: Colin Wilson
Litery: Michael Heisler
Kolory: Wes Dzioba
Okładki: Dave Dorman, Jo Chen
Tłumaczenie: brak
Wydanie USA zeszytowe: Dark Horse Comics 2009
Wydanie USA zbiorcze: Dark Horse Comics 2010
Wydanie PL: brak

Uwagi: Cykl Invasion po raz pierwszy zadebiutował nie na papierze lecz w internecie. Przed wydaniem pierwszego zeszytu na StarWars.com zamieszczono 16 stron będących wprowadzeniem do nowej serii. Te same 16 stron wraz z dodatkowymi 8 stronami znalazło się później w numerze zerowym wydanym już w tradycyjnej, zeszytowej formie. W Stanach w nakładzie 1000 kopi pojawiła się także edycja specjalna pierwszego zeszytu ze zmienioną okładką.
W ramach promocji nowego cyklu w sieci przedstawiono proces tworzenia okładki do numeru pierwszego, znajduje się on w tym miejscu.


Recenzja Lorda Sidiousa

„Nowa Era Jedi” to twór obok którego trudno przejść obojętnie. Bo czy historia o niewidzialnych dla Mocy najeźdźcach uznających jedynie biotechnologię to jeszcze są „Gwiezdne Wojny”? Zapewne każdy ma swój własny pogląd na ten temat i myślę, że nie jest to miejsce, by o tym dyskutować. Jest jednak kilka rzeczy, które NEJ trudno odmówić. Po pierwsze ogrom, po drugie koncentracja na postaciach, co ginie w późniejszych seriach, a po trzecie Yuuzhan Vongowie. Nowa, obca i szalenie barwna rasa, ze swoimi zwyczajami, przedmiotami i stworzeniami to bardzo malowniczy obraz. Tu aż się prosiło o komiks i w końcu po latach go dostajemy. I to gdy już wydało się, że NEJ trafiło do lamusa.

Na szczęście „Refugees” nie ma nic wspólnego z powieścią Uchodźca. To nowa historyjka, która dzieje się gdzieś już po Wektorze pierwszym, a głównymi bohaterami jest ród królewski planety Artorias, którą jak łatwo się domyślić najechali Yuuzhanie. Oczywiście pierwsze skrzypce gra Finn Galfridian, następca tronu, który w dodatku potrafi posługiwać się Mocą (choć początkowo o tym nie wie). Młodzieniec zostaje odłączony od swojej rodziny, by zacząć szkolenie w Akademii na Yavinie. Sam Luke Skywalker spogląda z zaciekawieniem na jego rezultaty. Tu jednak widać dwie rzeczy, które mocno rzucają się w oczy. Po pierwsze ukazanie szkolenia. Widzimy całą stronę podobnych rysunków na których Finn próbuje podnieść głaz. Niby fajne, tylko jest jedno małe ale: Star Wars Adventures #3: Luke Skywalker and the Treasure of the Dragonsnakes. Tam zastosowano bardzo podobne rozwiązanie. Co łączy te dwie historyjki? Osoba scenarzysty – Toma Taylora. Mam nadzieję, że nie zrobi z tego znaku rozpoznawczego. Choć i tak przyznam, że tu scena ta wypada i tak lepiej niż w SWA#3. Jednak drugi zarzut dotyczący szkolenia jest jeszcze większy. Finn okazuje się być tak pojętnym uczniem, że prawie natychmiast jest w stanie wyruszyć na misję, już jako prawie pełnoprawny Jedi. Trochę przypomina to wczesne czasy EU i trylogię Andersona, tylko, ze scenarzysta zapomniał ile lat minęło od tamtego sposobu tworzenia opowieści i jak wiele w SW się zmieniło. Nawet w NEJ wyglądało to już dużo inaczej. Owszem fabularnie robienie z kogoś Jedi podczas inwazji Yuuzhan mogłoby być dość karkołomne, a już na pewno nie tak ciekawe. Niemniej jednak żałuję, że skoro zdecydowano się już na taki krok, zrobiono to tak szybko. Zresztą wątek Finna, w perspektywie inwazji na galaktykę, wydaje się być najmniej ciekawy. Raczej przypomina trochę klimatem pewien zapomniany komiks: Jedi Academy: Leviatan, zwłaszcza, że i tam obserwowaliśmy zmagania z potworem. Powoduje to tyle, że negatywnie nastawiam się do postaci i tego, co z nią związane.

Prawdę mówiąc dużo więcej obiecuję sobie po innych wątkach. Króla Caleda, który organizuje ruch oporu na swojej planecie. Podobnie jego żona Nina oraz córka Kaye, które próbują stawiać czoło wrogowi znajdując się w niewoli. Oba wątki są o tyle ciekawe, że są świetnym uzupełnieniem wobec NEJ, gdzie owszem nie wszystkie walki prowadzili Jedi (były przecież droidy Landa czy fenomenalna zagrywka Fey’lyi), ale walka bez mieczy świetlnych i Mocy schodziła na dalszy tor. Głównie dlatego, że to Jedi musieli się mierzyć z przeciwnikiem, którego nie wykrywają, który jest dla nich wyzwaniem. Tu dostaliśmy obietnicę, że zostanie ukazane zupełnie inne oblicze wojny (o ile nie będzie kładziony zbytni nacisk na przygody Finna). I prawdę mówiąc to mnie najbardziej ujęło, sprawiając, że chętnie będę śledził dalsze tomy.

Pisałem już o Finnie, ale jeszcze do niego wrócę. To... niestety... kolejny, młody chłopak, który zostaje Jedi i nagle wszystko umie. Wolałbym, by faktycznie tego typu zdolności pozostawiono superbohaterom, których już trochę galaktyka zna. Ale nic to. Bo choć same jego przygody, cóż do interesujących nie należą, o tyle bardzo podobała mi się możliwość spotkania postaci, z którymi krzyżuje swą drogę. A tu mamy i Kypa, i Jainę, która jeszcze wraz z Jacenem stanowi wzorowe rodzeństwo. Jest też wielka trójka i Mara. Ich wszystkich miło widzieć, acz czasem miałem wrażenie, że są dodani na siłę. Problem moim zdaniem tkwi w narracji, z którą Taylor sobie nie poradził. Komiks jest momentami nierówny, a wątki skaczą. Ukazanie cierpień Hana po stracie Chewbaccy, owszem ważne z perspektywy NEJ, o tyle tu nie ma większego znaczenia. Wystarczyło pokazać Hana, który jest niemrawy i nieskory do walki, a resztę wytłumaczyć w jakiejś rozmowie. Przecież wiemy jaki był Han Solo. Niestety scenarzysta uznał, że należy postąpić inaczej i to widać. Nie udaje mu się zachować ciągłości opowieści, jest ona trochę nierówna, żeby nie powiedzieć chaotyczna. Inwazja owszem, ale miejscami staje się tylko tłem dla przygód Finna. To mi się nie podoba. Owszem, to dopiero początek i warto pokazać niemoc Nowej Republiki, lecz skoro pokazujemy ból Solo tak dosłownie, to czemu ważniejszą kwestię dla serii zostawiamy w sferze domysłów?

Wśród ciekawych pomysłów jest jeszcze jeden, mistrz Lar Le’Ung, pa’uan, który niestety jest tylko figurą ukazującą niemoc Jedi. Szkoda, ale dzięki tej dosłowności ci, którzy nie znają NEJ mogą zrozumieć z jakiego typu wrogiem przyjdzie się nam mierzyć.

Pozostaje jeszcze kwestia grafiki i Colina Wilsona. Tu również mam mieszane odczucia. Z jednej strony podoba mi się, bo potrafi stworzyć klimatyczną opowieść. Z drugiej Yuuzhanie są o wiele barwniejsi i bardziej malowniczy. W moim odczuciu ich potencjał nie został wykorzystany i boję się, że z tym Colin sobie nie poradzi. Choć przyznam, że świetnie wyglądają sceny gdy nad miastem ogarniętym walkami widzimy wielkiego węża czy gąsienicę. To tworzy klimat, ale chciałbym jeszcze by te rysunki mnie urzekły wizualnie, rzuciły na kolana. Ten okres daje takie możliwości, zobaczymy czy w późniejszych tomach zostaną one wykorzystane.

W przeciwieństwie do Złamanego czy Początku, „Inwazja” nie próbuje nam przedstawiać tylko nowych postaci i szkicować sytuacji. My, podobnie jak bohaterowie musimy się w niej odnaleźć. I powiem tyle, to dobry wstęp, a byłby jeszcze lepszy gdyby inaczej położono akcenty, zdjęto go z Finna na korzyść pozostałych członków jego rodziny. Niemniej jednak nowa seria wygląda bardzo obiecująco i czekam na kolejne tomy.


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 6/10
Rysunki: 6/10
Klimat: 8/10
Rozmowy: 6/10
Opis Świata SW: 9/10


Temat na forum
Okładka wydania zbiorczego:

Alternatywne okładki:

Pełne okładki:




Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,25
Liczba: 4

Użytkownik Ocena Data
Darth Kasa 8 2012-01-06 22:45:27
Master of the Force 8 2011-06-30 20:53:45
Stele 7 2011-04-13 20:58:37
Lord Sidious 6 2010-06-03 11:25:11

Tagi: Colin Wilson (14) Dark Horse Comics (580) Invasion (3) Michael Heisler (110) Tom Taylor (8)

Komentarze (1)

Sama historia średnio mi się podoba. Ze wszystkich bohaterów robią ...bohaterów. Nikt nie płacze, nikt się nie boi. Wszyscy rżną vongów z uśmiechem na ustach.

Vongowie coś łatwo zdychają jak na ten etap inwazji. Kiedy to właściwie się dzieje? Han nie zapija się w trupa, Dromy nie widać, Sokół nadal jest szary... Ktoś nie odrobił lekcji?

Cieszą stare, zapomniane statki. Liniowce, wzorowane na tych z TIE Fightera, Bulwarki przerobione na statki ewakuacyjne.

No i jeszcze Nar Shaddaa jest zbyt czyste. Jakaś dobra dzielnica?

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..