Forum

MedStar 1: Battle Surgeons

Recenzja Lorda Sidiousa znajduje się tutaj: http://gwiezdne-wojny.pl/tekst.php?nr=554
Okladka znajduje się tutaj: http://gwiezdne-wojny.pl/grafika/2003/gru/20031216_bg.jpg

Książka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Po przeczytaniu recenzji Lorda oczekiwalem lawiny nawiazań do Tatooine i Gungan - a chociaż te byly, i to w dość rzucających się w oczy miejscach, to dalo się je scierpieć.
Widoczny jest podział pracy - kawalki Reavesa czyta się nadzywczaj łatwo i płynnie, a gdzie pisal Perry, tam się zazwyczaj całują
Podoba mi się koncept bota - rośliny, z ktorej każda rasa ma coś innego - lekarstwo, narkotyk bądź coś jeszcze innego i zarazem karty przetargowej, rzeczy, o ktorą biją się Republikanie, Separatyści i Czarne Słońce.
Teraz rzecz która interesuje wielu, czyli nawiązania. Jest ich sporo, i dzielą się na dwie kategorie: dobre i złe. Te dobre, to np. powrót I-Five, znanego z książki "Darth Maul: Łowca z Mroku" czy przypomnienie sobie o obietnicy zaopiekowania się Jaksem Pavanem. Te złe to wspomnieni już Gunganie czy Hoth...
Postacie - trzeba powiedzieć, że zróżnicowane. Mamy wątki humorystyczne (zakochany czy upity I-5), miłosne (Tolk&Jos), dramatyczne (Zan) i szpiegowskie (no, tego...). Co do tego ostatniego, to muszę przyznać że się nie domyślilem jego rozwiązania - podejrzewalem kogoś innego
Duet Reaves/Perry nie boi się uśmiercać swoich bohaterów. I dobrze. Jedyne co mi tutaj zgrzyta, to doznania narkotyczne Barissy po zażyciu bota - na haju lepsza Moc? Sorry, tego nie kupuję.
Ogólnie książka mi się podobala, i to nawet bardzo. Dałbym 9, za Gungan jest 8.

Ogólna ocena: 8/10
Klimat: 8,5/10
Opis świata SW: 7/10
Rozmowy: 9/10

Ostatnie książki

Wnoszą coś nowego. Tak było z Cestusem i tak teraz jest z MedStarem.
książki nie czytałem ale jak ukaże się w naszym kraju i w naszym języku chętnie ją zakupię. (kurcze, trochę sobie poczekam, coś mi się zdaję).

Co do...

...Gungan, Tatooine i innych filmowych nawiązań, to Lord ma moim zdaniem skrzywienie zawodowe. Jasne, że sie to pojawia, jasne, że czasem może zdziwić czy zirytować (jak w Nowej Rebelii się okazało, że po jakiejś tam asteroidzie jeździ Sandcrawler Jawów, to mnie wzięło na ostre spazmy ze śmiechu), ale takie rzeczy sie zdarzają i nie przeszkadzają, jeśli są znikome. A już na pewno nie przeszkadzają tak, jak literówki w Spisku na Cestusie, gdzie zdarzyło się połknąć komuś litery albo zakończyć zdanie przecinkiem...

Dokładnie...

...toteż napisałem dalo się je scierpieć.

tak tylko

jest jedna mała różnica między nami. Ja w Medstarze I nie obniżyłem za to noty o jeden . Bardziej załamało mnie pomylenie Wielkiej Wojny Nadprzestrzennej z Kryzysem Starka. Dopiero Medstar II za głupie nawiązania dostał po punktacji .

W sumie to

myślę, że wynika to z dwóch podstawowych rzeczy.

1) Przeczytałem serię Jedi Prince Skylarków . Po tej serii masz dość do głupich nawiązań do filmów . Mogę Ci pożyczyć, i zobaczysz o co mi chodzi.

2) Jakimś dziwnym trafem, takie rzezy pojawiają się w większej ilości jedynie w książkach z głównego nurtu wydawanych przez Del Rey. Komiksy (nie wiem jak Empire - ale wydaje mi się, że też jest rozsądniej robione, Talesy pomijam, ale Republic na pewno), książki Scholastica ... ba nawet książki Del Reya wydane przy współpracy z LucasArts... są pod tym względem o wiele lepiej robione. Świat jest przemyślany, bardziej autentyczny, a przy okazji okazuje się, że wymaga to od autorów pogrzebania w świecie. W tym momencie dostajesz nie tylko masę ciekawych nawiązań, ale radykalnie spada Ci liczba błędów w książkach. Misiek, ktoś za to dba, ktoś za to bierze pieniądzę. W tym roku przeczytałem koło 15 może 16 książek wydanych przez Scholastic. Znalazłem w nich aż 4 błędy rzeczowe. Jeden jest ostry pomylenie Mottiego z Taggem. jeden to wynik głupiego nawiązania do Endoru. Jeden z Noghrimi to przeoczenie - w sumie powiem wprost, gdyby nie tłumaczenie pani Rostoni, to bym to odpuścił. A jeden to zmiana jaką dokonała pani Rostoni względem filmów - Celurian mistrzem Dooku. Nie wspomnę już o książkach wydawanych przy współpracy z LucasArts. Ruiny Dantooine są cieńkie, ale na szczęście opis świata tam nie leży. Jest trochę pregięć, ale to lokacje z gry itp i wszystko jakoś się wpasowuje w akcje. Gorzej właśnei z tą akcją, ale to już inna sprawa. Fakt moim zdaniem w tej powieści było na Naboo za mało Gungan... ale byli mimo wszystko. A druga to "Republic Commando" gdzie też z jakiegoś powodu nie ma głupich wstawek. Co ciekawe w obu książkach nie ma też błędów rzeczowych.

A Medstar zabił mnie jednym. Otóż lekarze potrafią bez problemu leczyć Gungan - (już nie zabili mnie tak Gunganie pojawiający się, kawały o GunaganacH), ale już problemem jest wyleczenie kolesia z rasy Nikto, bo to mało znana rasa. Jakimś cudem tylko Nikto jest pełno na Coruscant, komiksach, ba nawet na Tatooine żyje więcej Nikto niż Gungan. I z tego robią problem.. A dodatkowo dochodza błędy rzeczowe. W Mestarze I nawiązania mnie irytowały, ale dopiero w II wnerwiły.

Do Skylarków...

...mam jeszcze więszą awersję, niż do NEJ. Także podziękuję

Rozumiem, że to może zirytować. Ale rozumiem też (i podpisuję się pod tym, co powiedział Alum Tauk na Imperiadzie X), że jak będziemy skreślać książkę po paru nawiązaniach, które wynikają z niewiedzy autora, to stracimy całą zabawę. Ja się całkiem dobrze bawiłem, grając w KOTORa, nawet mimo tego, że jest tam Tatooine.
Co innego natomiast, gdy pojawiają się błędy rzeczowe, któe ingerują w całość. Dwa śluby Leii, to,o czym piszesz w Medstarze II, wszechobecność holocronów w pewnym momencie itp. Ale ten Celurian jeszcze przejdzie, o ile inni autorzy będą o nim pamiętać.
A w komiksach też pojawiają się buraki, jakby się uprzeć, to znacznie bardziej naruszające spójność świata. W połowie Republiców Jedi mają miecze świetlne w kolorach tęczy, podczas, gdy potem okazuje się, że wszyscy mają zielone lub niebieskie. Jedynie Mace, który powinien mieć fioletowy, trzyma się reguł (chociaż to jeszcze nie tak straszne, ale razi). AT-ATy na Jabiim. Piramida Sith w "Requiem for a Rogue", która jest wyrwana z czegokolwiek. Wreszcie Tatooine, które mimo wszystko pojawia się często. Wreszcie Starcrash, który, chociaż mi się podobał, z SW wiele wspólnego nie ma... albo Vader i jego Neostrada w Classicach. Ciebie to męczy i wnerwia, ale jest powszechne, zresztą przy odrobinie dobrej woli wiele z tych wpadek (to się też tyczy książek) można przeżyć. Nie mówię tu o ultrarażących nieraz pomysłach, tak, jak z tymi Gunganami.
A że można pisać spójne książki... pewnie, że można. I tylko się z tego cieszyć

wiesz

tylko zapiminasz o jednym. Gry rządzą się trochę innymi prawami, niż filmy. W grach te nawiązania do filmów są wyraźniejsze, na forum oficjalnej nawet gdzieś Karen Traviss pisała, że razem z Ryanem Kauffmanem - edytor po stronie LucasArts - doszli do wniosku, że książki SW muszą rządzić się innymi prawami jeśli chodzi o realia świata, niż gry... i w przypadku dwóch książek pod którymi Ryan w jakiś sposób się podpisał. To widać. Jak pisałem - głupie wstawki mnie irytują, zwłaszcza jak brakuje im logiki, lub gdy tworzy się błąd rzeczowy. Brak logiki jest dla mnie takim samym błędem rzeczowym jak pomylenie z nawiązaniami. Wybacz Misiek, ale dla mnie błędem rzeczowym jest to, że byle doktorek wie o Hoth - która nie była znana nikomu z wyjątkiem garstki przemytników. Jeszcze większym jest to, że Luke sobie marzył, by pościgać się po Endorze.... o planecie po której nie miał zielonego pojęcia. Na Gungan z Medstara nie wściekłem się tak jak na Uliego z Medstra II. O ile Gungan (mimo, że Ty to nazywasz ultrarażącym pomysłem) jeszcze łykam, to za Uliego pociałem ocenę książki (pal licho, że jest superdoktorek z Tatooine, ale czemu z knajp na Coruscant zna tylko knajępę u Dexa ).
AT-AT na Jabiim to kolejny błąd rzeczowy i go jak najbardziej należy napiętnować. Więcej Republiców znam z serii Clone Wars - więc tam jakoś specjalnie na Tatooine nie narzekam. A z mieczami jest problem Lucasa, uważam, że w tym wypadku krzyczenie, że to niespójność to trochę przegięcie... Znając życie o Celurianie pewnie zapomną.

Ps. zadam pytanie odwrotne, czemu skreślasz NEJ i Skylarki, nie boisz się że przez to stracisz całą zabawę? Na prawdę, poza masą bzdur, błędów rzeczowych (głównie mówię o Skylarkach) jest tam kilka niesamowitych rzeczy, chyba nie będziesz skreślał książki tylko dlatego, że jest tam parę bzdurek .
W sumie rozumowanie jest podobne .
A poważnie, wiesz jakby podchodzić tylko do książek na zasadzie cieszenia się, to wtedy wszystkim wystawiam ocenę 10 - i nie mam swojej ulubionej bo kocham całą serię. A cały czas rozumiem, że wstawki i nawiązania do filmów są ważne, ale powinny być mimo wszystko uwzględnianie warunki logiczne. Jak nie ma logiki, to jest to puste zmarnowane słowo. Podam Ci przykład Jedi Trial - które obecnie kończę. Jest tam nawiązanie do filmu - formacja wojskowa nazywa się / ma kryptonim Jawa. Patrząc na to przez pryzmat nawiązania - jest to wsadzone na siłę, po to by było. Problem w tym, że formację tę nazwał tak Anakin Skywalker.. W tym momencie takie nawiązanie jest super!! I mnie się bardzo podoba. Anakin wychował się na Tatooine, spędził tam prawie 10 lat swego życia, nic dziwnego, że on nazwie formacje w ten sposób. NAwet DOSKONALE jest, że to właśnie on to zrobił. Nejaa i inni nie powinni nawet wiedzięć o co chodzi, ok. spoko Twoja nazwa i tyle. A co do komiksów Classic - niestety mam spore zaległości.. . Dla mnie ważne są w tym momencie trzy rzeczy - opis świata, logika akcji i spójność z resztą. Wykorzystując ciągle bez sensu jedno dane nawiązanie, tak na prawdę najczęściej atakuje się jednocześnie trzy z tych wartości. Mnie samo nawiązanie nie przeszkadza, pod warunkiem że jest sensownie uzyte, z celem i z logikom. Bo jak jest to na siłę robione - to czemu zatem nie napiszą książki o przygodach młodego Jar Jara wśród Gungan - napisać książkę bez ludzi. Gwarantuję Ci, że kupię. I jak jej akcja będize się dziać tylko na Naboo i poznamy wszystkie stworki z naboo pół stada Gungan, nie będę na to narzekał. Z prostej przyczyny, bo taka bedzie logika tej powieści.
A najbrdziej chyba mnie wnerwia to, że Lucas tworzy świat i jego wizję, a wielu autorów z butami wchodzi i odwraca tę wizję do góry dnem. Ich zadnaniem jest rozszeżać tę wizję. Czasem im to wychodzi, a czasem nie. W sumie, wiesz z jakiegoś powodu psuję sobie zabawę czytajć EU, ale by tego nie robić, musiałbym chyba rzucić książki i komiksy . A kto jak kto, ale Ty powinieneś mnie zrozumieć, że akceptowanie i cieszenie się nad wszystkim co nam w EU zaserwują i wychwalanie tego pod niebiosy jest bez sensu . Jak nie, to wpadnij po Skylarki .

Rozumiem...

...cię, jednak nie popadajmy w skrajności. Mnie też zirytowali Jawowie w ""Nowej Rebelii" i latanie Luke`a po wszystkich planetach z filmu, jakie miało miejsce w "Mieczu Ciemności". Wszystko to razi. Ale, może dlatego, że jestem młodszy i mniej zmęczony życiem, niż Ty (), ja doceniam koncepcję stworzenia czegoś takiego, jak Ostoja Przemytników, oraz wszystko, co zaserwował Anderson w swoim wkładzie do Trylogii Callisty, i naprawdę to całe Hoth, Yavin, Dagobah i inne tego typu w MC nie wpływa aż tak strasznie na to, że daję tej książce 8/10. Bo, jak zauważysz, to latanie po planetach, jakkolwiek naciągane, ma swoje uzasadnienie.
Co do gier, to zgoda, inna sytuacja, niż w książkach. Ale wrażenie fana pozostaje wrażeniem fana, a na poziomie emocjonalnym odbiór jednego i drugiego nie różni się tak strasznie. A że Ryan dba o to, by w książkowych adaptacjach czy rozszerzeniach gier były ręce i nogi, to chwała mu za to. Niech zastąpi Rostoni.
Rozumiem twój punkt widzenia, ale spójrzmy jasno: czy aż tak strasznie przeszkadza, że doktor wie o Hoth? Czy umniejsza to jakoś wartość książki? Ile razy o tym wspomniał? Może jego ojciec lub wujek był tam kiedyś i stąd lekarzyna to wie? Naprawdę, nie ma nad czym rozpaczać.
Lekarz z Tatooine już prędzej będzie błędem rzeczowym, bo niby jak syn farmera spoza Republiki mógłby nie dość, że wyrwać się z tej dziury, to jeszcze skończyć medycynę, i to prawdopodobnie na Mrlsst? Tu zgoda, burak. A że poszedł do knajpy Dexa... mogę na to przymknąć oko, bo może akurat lubił tamtejsze żarcie Zresztą Dex aż tak często się w EU nie pojawia, żeby drażnił.
Miecze - ja nie krzyczę, ale uważam, że jest to drażni tak samo, jak motywy z Gunganami. Dziura w EU jest dziurą w EU. A można to poprawić/wytłumaczyć w dajmy na to kontynuacji Jedi Council; cała Rada wymienia sobie miecze w jakiś sposób. Ja po prostu czekam na taką łatkę.
Jak zapomną o Celurianie, to będzie burak i najwyżej Legacy of the Jedi wyleci poza kanon. Ale dopókio nim nie zapomną, nie ma o czym mówić.
Co do twojego pytania, to na wstępie chciałem powiedzieć, że nie jest to do końca odwrotne pytanie, bo wiem, że Ty nie skeślasz Medstarów ani Jabiim. Ale do rzeczy. Muszę przyznać, że celny strzał; punkt dla Ciebie. Ale odpowiem; nie, nie boję się, że stracę całą zabawę ponieważ ipo NEJ w końcu sięgnę, chociażby po to, żeby mieć się o co z Vongiem kłócić (). Natomiast różnica między piętnowaniem przeze mnie NEJ, a przez Ciebie Medstara II, polega przede wszystkim na skali piętna, ale też na jego charakterze. Ty najeżdżasz na błędy rzeczowe i logiczne, ja na klimat. Dlatego jestem w stanie tolerować fakt, iż lekarz wie o Hoth, ale irytuje mnie robienie z SW serialu o mieszance drowów z Charonami i wmieszanymi w to bohaterami filmów. Bo to po prostu niszczy klimat. Mniej więcej na podobnej zasadzie odrzucam Skylark, a i MRJ by się nie ostały, gdyby nie Anderson iWallace, którzy w Chronologii zrobili co mogli, żeby ta seria nie wyglądała tak infantylnie. Tyle o awersjach.
Co do piętnowania nawiązań, ostatnie słowo: masz widać mniejszą tolerancję na takie kwiatki, niż ja. Mnie to osobiście nie przeszkadza, ale czy te AT-ATy tak strasznie rozwaliły Bitwę o Jabiim? Albo Sandcrawler w NR? W obu pozycjach akcja była logiczna, spójna z resztą, a i świat przedstawiony jakoś dawał radę. Także to najpewniej kwestia odporności na takie kwiatki...

hmm

chyba wciąż jednak nie rozumiesz . Fakt "Nową Rebelię" czytałem jakieś 6-7 lat temu. Trylogię Callisty też gdzieś w tym samym czasie i jakoś nie są to lektury do których chciałbym wracać. Tylko tam jest jedna drobna różnica, otóż miejsca te są miejscami gdzie dzieje się akcja.
A w Medstarze problem Hoth jest dokładnie taki sam jak napisanie, że Great Stark Hyperspace War działo się prawie pięć tysięcy lat temu. Na prawdę w obu przypadkach, nie ma co roztrząsać. (to drugie na szczęście, albo może na nieszczęście ma być poprawione w polskiej wersji). O wiele łatwiej byłoby mi, gdyby oni polecieli na tę Hoth i tam coś robili... ok. w tym momencie wiedzą i mogą mówić co chcą, opisać sobie całą faunę tej planety i jest super. Ale gorzej z kontekstem. Skoro doktor Jos pochodzi z koreliańskiej rodziny lekarzy o długich tradycjach, która z jego opowieści sprawia wrażenie niezłych zadufanych w sobie snobów, może poza wujkiem . W tym momencie trudno mu niby ten system znać, a na nim z jego historii wiemy, że nie był. Już nie wspomnę o drobnym szczególe, że wiemy iż 6 planeta systemu Hoth jest skuta lodem, nie wiemy jak reszta . W rozmowie o śniegu Jos zaczyna nawijać o Hoth - ok to już prebolejemy - ale wszyscy go rozumieją. Mimo, że nikt nie powinien mieć specjalanie prawa do tego. A są planety jak ... Ilum... czy Ando Prime - również pokryte lodem i przynajmniej w tamtych czasach o wiele bardziej znane. Zwłaszcza Ilum wśród osób wykształconych, zwłaszcza jak próbujesz poderwać padawankę . Tu jest brak logiki. O to mi chodzi. Mimo wszystko Medstar I jeszcze miał klimat i te dwie wpadki specjalnie mu nie zaszkodziły.
Gorzej już z Ulim w Medstarze II - urodzonym w Mos Espie , ale z tego co pamiętam to studiował w najlepszej szkole medycznej w galaktyce - na Poliklinice na Alderaan. Sam koleś pozwala co mniej więcej 10 stron pisać o Tatooine. Jest to tym bardziej irytujące, że zabrakło innych pomysłów, więc powstało samonapędzające się (lub mnie ) koło. A co do knajpy Dexa, to jest burak jeszcze lepszy. Bo nasz ulubiony lekarz Uli był na Coruscant w sumie przelotem i udało mu się zwiedzić aż jedną knajpę - "Jadłodajnię u Dexa". Gdyby jeszcze była przy porcie, to bym to przebolał, ale problem w tym, że nie jest. Generalnie dochodzi mniej więcej do tego, ze koleś w stolicy poszedł tylko do knajpy Dexa a nic więcej nie zobaczył. Ps. Dex pojawia się, zresztą bardzo fajnie jest wprowadzony, w serii Jedi Quest i czekam, czy Jude Watson go rozwinie, bo na razie skończyłem na tym jak się poznał z Obi-Wanem.
Tylko zobacz co tu dostajemy. EU to niby ROZSZEŻONY WSZECHŚWIAT, a w praktyce dostajemy OGRANICZONY WSZECHŚWIAT. Czemu u Lucasa Obi-Wan musi się natrudzić by dowiedzieć gdzie jest Kamino?
- Kamino, to nie jest system o którym bym słyszała - twierdzi Madame Jocasta Nu. Dopiero taki wyga jak Dex coś o tym słyszał. Spłeczność Kaminoan była mimo wszystko liczniejsza niż ludność Tatooine i Hoth razem wzięta. A jak się doliczy klony, rozumiem, że to było trzymane w tajemnicy, ale ktoś musiał o tym słyszeć, a nie tylko Dexter . Z Endorem jest podobnie, Luke na zebraniu Rebeliantów w ROTJ nie krzyczy - "A Endor, zawsze chciałem tam polecieć." - w teorii z tego co wynika z książek, właśnie to powinien zrobić. Już nie wspomnę o systemie "Lando" .
A co do Dexa - niech się w końcu sensownie pojawi w EU... bo na razie go nie ma prawie w ogóle. I jeszcze raz podkreślę, że mnie wnerwia przede wszystkim BEZSENSOWNE nawiązywanie do filmów, tylko po to by nawiązać. Nienawiazanie nie miałoby żadnego wpływu na akcję. A problem jest tym większy, że ok patrzę na MEdstary teraz oba razem, ale pojawia się tam jeszcze planeta Equanus - na której żyło kilkaset miliardów istot. Super!! Tylko, że dochodzi do jednej wielkiej durnoty, bo postaci nie znają tej planety. Z taką ilością istot żywych - to jest planeta na miarę Nowego Jorku w Republice. W tym momencie ludzie wykształceni mimo wszystko powinni w ogóle wiedzieć, że coś takiego istnieje. A nie wiedzą. Za to wiedza o Hoth. I Tatooine. I właśnie to jest burak, który mnie załamuje. Szczerze, wolałbym, żeby akcja już się działa na Tatooine, Hoth - przynajmniej nawiązanie miałoby jakiś sens. A tak jak nawiązujesz do filmu to musisz się pilnować, czy nie kopiesz sobie dołku. Dla mnie obecnie mistrzynią w nawiązaniu takim durnym jest Karen Traviss, która w sposób, pewnie niezamierzony, wyśmiała tego typu nawiązania. Otóż w rozmowie dwóch klonów, jeden nagle mówi - że to prawie jak happy hours w Outlander Club (na Coruscant). Z tym, że o ile w Medstarze coś takiego jest zrobione, że wszyscy wiedzą o co chodzi, to Traviss mnie w pozytywnym tego słowa znaczeniu - zabiła całkowicie i totalnie. Otóż pisze dalej - że "głupi" klon nie miał zielonego pojęcia gdzie jest ten Outlander i co tam jest, nigdy tam nie był, tylko, że jego instruktor kiedyś tam bywał i na Kamino wspominając ten klub (bo nie miał rozrywek) stworzył sobie takie powiedzonko. W rezultacie klon jak papuga powtarzał to niewiedząc o tym. No chyba, że to z Hoth było jakimś powiedzonkiem, ale w tym momencie Rebelia robiła coś takiego jak - ukrywanie się najciemniej pod latarnią, a mimo wszystko byłoby to zbyt niebezpieczne. Najlepsze jest to, że buraki najczęściej łażą parami . To widać właśnie na przykładzie Medstarów... przy okazji głupich nawiazań, porobiono też parę błędów rzeczowych - jak choćby ten z konfliktem Starka. Może jestem starszy i bardziej doświadczony życiem (przez to zmęczony), niż Ty () i zaczynam widzieć zależność między jednymi a drugimi błędami.

Jasne Misiek łatkę można oczywiście zrobić do Jabiim. Już nawet jest. Tylko nie zrobisz łatki, że Uli wcale nie pochodził z Tatooine, po prostu nie ma jak. Trzeba by książkę od nowa napisać. Nie zrobisz też łatki, że narrator w Medstarze Wielką Wojnę Nadprzestrzenną pomylił z Konfliktem Starka. Jakby to była postać, to ok - głupek, tuman, idiota, bałwan, baran, historii się nie uczy, a za młodu holonetu nie oglądał. Problem w tym, że wiele łątek powstaje jako wyjaśnienia duetu Rostoni & Hidalgo na forum oficjalnej. I te wyjasnienia jeszcze mniej trzymają się kupy.
W sumie jak zobaczyłem AT-AT w Jabiim mi się podobało. Admirałowi twardemu nie, ale mi się przestało podobać, dopiero gdy na pytanie na oficjalnej, jakim cudem AT-AT pojawiają się tam, skoro Veers je zaprojektował, odpowiedziano. Veers ich nie zaprojektował, tylko ponownie wprowadził do użytku, ponieważ w czasie Wojen Klonów wszyscy doszli do wniosku, że są to maszyny zupełnie nieefektywne i łatwe do zniszczenia za pomocą niezbyt wyrafinowanej taktyki. Na pytanie, czemu wg Opowieści z Kantyny Mos Eisley - Rebelianci tej taktyki nie znali i musieli za nią słono zapłacić - mimo, że w ich szeregach było wiele osób, które walczyło w Wojnach Klonów - w tym np. Ian Dodona... oczywiście na to pytanie nigdy nie odpowiedziano. Bo było za trudne. Mimo wszystko przeciwstawiamy sobie trochę inne rzeczy. Łatki jak najbardziej to jest potrzebne, ale niestety możliwe tylko tam, gdzie było niedopowiedzenie. Tam gdzie wszywstko zostało wpisane wprost, piętsza się trudne problemy.
Piszesz dalej, że najwyżej Legacy wyleci poza kanon. Git super, tylko że jak na razie żadna książka nie wyleciała poza kanon. Wg wytycznych LFL bardziej kanoniczna jest adaptacja radiowa TESB i ROTJ niż trylogia Zahna. A to w tej pierwszej dowiadujemy się, że Obi-Wan jest bratem Owena Larsa. . Banowanie książek jeszcze nie miało miejsca i mogłoby się spazem odbić na tym, kto by się tego podjął. Na razie stosuje się taktykę - nie wznawiać i zapomnieć. A potem ja mam problem z uzbieraniem Galaxy of Fear.
Więc reasumując w Medstarze I - zasygnalizowałem buraki, ale nie miały one wpływu większego na moją ocenę książki (w przeciwieństwie do Shedaa, który stwierdził że mu specjalnie nie przeszkadzały i jednocześnie, że za nie obniża ocenę o 1). Ja wole o burakach wiedzieć, żeby nagle nie zszokwać się i nie wywalić ksiażki przez okno . lub wrzucić do wody [Otas jak zobaczył moją zmasakrowaną wersję "Spotkania na Mimban" uznał, że przez buraka jakiegoś głupiego wrzuciłęm go do jeziora , a potem żal mi było wydawać jeszcze raz na książkę, więc wyłowiłem - tak na prawdę sama mi wpadła do jeziora, przez nieuwagę]. O tyle Medstar II ukazał, że wzystkie te nawiazania były nie tyle błędami, co wrzuconymi na siłę elementami przypomneinia że jesteśmy w SW. Niestety wyszło to książce na złe. W przypadku drugiego w swojej ocenie zaznaczyłem za co jest minus... przeczytasz i wtedy będziemy polemizować . Zresztą powiem inaczej, moim zdaniem Medstar II ma skopany klimat I, w duzej mierze przez bezsensowne wstawki - które poza głupotą przede wszystkim spowalniają akcję i redukują ilość nowych pomysłów. Tak więc, te dwie rzeczy się nałozyły . Co do literówek w Cestusie - cóż dopiero wczoraj dostałem polską wersję pewnie przeczytam przed Imperiadą XII, ale jeszcze nie dziś .
Wiesz ja inaczej patrzę na powieści młodzieżowe - zwłaszza MRJ - przez pewne okulary - i w przeciwieństwie do Jetha ine wystawiłbym tym książeczką ocen 0 lub 1 ale myślę, że w skali Bastionowej do 4 mógłbym gdzieś dobić. A książki Skylarka - obecnie twierdzę, że może akcją i infaltylnoscią, są nie tylko spójniejsze, ale mają i klimat. Błędy rzeczowe i logiczne niestety ten klimat psują. Oczywiście czasem mogą budować, ale wtedy wprowadzają inną logikę świata i jeśli się dalej nią kierujemy to jest super! Jeden z moich ulubionych pisarzy - Raymond E. Feist - zrobił w swych książkach jeden dość duży błąd rzeczowy . Otóż pisząc o średniowieczu itp. zrobił wszystko w miarę fajnie, cofnięte do okresu późnego średniowiecza, poza organizacją i działaniem wojsk. Działają one tak jak śrendio XX wieczne armie . Błąd rzeczowy - jasne, ale na tym błędzie zbudował niezwykły klimat swych powieści. Lucas, który jest detalistą jakich mało, również popełnił masę błędów rzeczowych, ale tak zbudował klimat SW, klimat który mnie ujął. Od EU wymagam więc by kontynuowało to dzieło. NEJ ten klimat zaiste niszczy... Z tym, że początek NEJ dawał coś w zamian - nie wspomnę o końcu, który mnie zawiódł bo był krokiem wstecz. Problem w tym, że żeby zachować ten klimat, należy posługiwać się logiką i budowaniem świata podobnym do tego co zrobił Lucas. Wszystkie durne nawiazania, to nie jest odwoływanie się do tego klimatu, tylko najczęściej wypaczanie go, bo robisz to bez sensu.
W każym razie jak widać, obu nam nie odpowiada idea Aluma, przyjmowania świata SW z całym dobrodziejstem jakie zostało nam dane . Więc dalsza część dyskusji (czy należy tolerować błędy rzeczowe i logiczne, a wnerwiać się o klimat, czy też zrobić dokładnie na odwrót) chyba potrzebna nie jest .

Rozumiem

Jak piszę, że rozumiem, to z reguły rozumiem
Muszę przyznać, że fajnie się ten wywód czytało, ale cieżko na niego odpowiedzieć. Powiem więc po kolei:
W pierwszym akapicie wyjaśniłeś, dlaczego te starsze książki aż tak Cię nie zirytowały. Tylko, że jak widzę, że narrator wciska na siłę Sandcrawlera do NR, to mnie wykrzywia tak samo, jak Ciebie burak z tym Dexterem. Obie wzmianki są wciśnięte na siłę i de facto mogą trochę popsuć, jednak, jako, że moja tolerancja na takie kwiatki jest odrobinę większa od Twojej, jakoś to przeżyłem i pewnie przeżyję, jak będę czytał drugiego Medstara. Albo Hoth. Nie będę bronił ani Perry`ego, ani Reavesa (chociaż obu szanuję), bo zgodnie z Twoimi słowami wyszło im dziełko ograniczone, a ja go nie czytałem, więc nie ma rzeczywiście o czym mówić. Przeczytam, i jak mnie zirytuje bardziej niż Sandcrawler w NR, to się z Tobą zgodzę
Co do Starka, to o ile dobrze pamiętam naszą dawniejszą rozmowę, z treści wynika, że chodzi o Starka, a nawiązanie do wojny Sithów to wpadka techniczna. W związku z tym, poprawienie tego przez tłumacza rozwiążuje sprawę. Gorzej ze wzmianką o Jabiimie w Cestusie, która nie została poprawiona. No ale to tylko buraczek i tyle, można ścierpieć.
Jeśli łatką do Jabiim nazywasz pierdoły, jakie wymyśla Rostoni i Hidalgo, to nie ma łatki. Ja przez łatkę rozumiem coś takiego, jak Jango Fett: Opened Season, gdzie mamy naprostowanie historii Boby w bardzo zgrabny sposób. Jak mogłaby wyglądać taka łatka w Bitwie o Jabiim, nie mam pojęcia, mogę coś wymyślać, ale nie moja teraz w tym rola. Jeśli więc o mnie chodzi, to raczej wolę patrzeć w to, co jest w konkretnych pozycjach, niż słuchać pomysłów Rostoni, z reguły głupszych, niż spoilery z jedipurge.com.
Adaptacja radiowa i Owen Lars... tutaj sam Lucas strzelił sobie w plecy, więc czekam na E3. Może być taka sytuacja, że Obi odda Owenowi Luke`a i powie: "Zaopiekuj się nim, bracie"
Dobrze, że sygnalizujesz buraki, ale nie dajmy się zwariować. W tym momencie ja nie mam pojęcia, o co chodzi w Medstarze II, bo cały szum medialny robisię wokół lekarza z Tatooine, mówiącym o Hoth w stajni Dextera Rozumiem, że to może zirytować takiego starego wygę, jak Ty, czy Shed (), ale ja wolę zobaczyć, czy mnie zirytuje, niż głosić a priori opinię, że łorany, jaka krzywda (co nie znaczy, że twierdzę, że Ty to robisz, ale generalnie denerwują mnie malkontenci i chciałem o tym teraz powiedzieć, zanim dojdzie do nieporozumień )
Oczywiście, że trzeba patrzeć na książki młodzieżowe inaczej, ale bez przesady Na szczęście wpadli Anderson i Wallace i to jakoś naprostowali, bo naprawdę byłoby źle...
Idea Aluma o przyjmowaniu bezkrytycznie wszystkich pomysłów autorów jest oczywiście nie do przyjęcia w całości, ale też wątpię, czy Alum ją tak pojmuje. Chodzi o jej meritum; czy takie dziełko ze znakiem SW daje radość. Jak daje, to kwiatki naprawdę nie są już tak istotne (chyba, że nie da sie ich specjalnie poskładać, wtedy trzeba pomyśleć nad obniżeniem oceny -> vide AT-AT na Jabiimie czy ten Twój lekarz z Tatooine, tu zgoda, może być burak). Ale to chyba oczywiste, więc rzeczywiście nie ma sensu dłużej się nad tym rozwodzić...

Lordzie, nie ucieszysz się...

...15 strona Dark Rendezvous, Yoda mówi do Dooku:
"Your Master, Thame Cerulian, says the most gifted Padawan he ever saw, you are."

Sam sprawdź. Czy potrzeba tu jakiegoś komentarza?

Jak Moc

pozwoli to do Yody sięgnę jutro . Wtedy zobaczymy .

Hmm...

...ja na razie przeczytałem pierwszy rozdział, i jestem wstrząśnięty ilością nawiązań - niektore dobre, niektóre złe, ale za to ile ich! Ogólnie książka wciąga, jest plejada znamienitych bohaterów, ciekawy język... coś czuję, że mi się spodoba

tak

słyszałem,że podobno tam Yoda za R2-D2 się przebiera , ale nie wiem na ile to prawdziwa informacja. .

No wiesz

na razie to ja mam tylko rewelacje o klonie Dooku, zamordowanym przez Anakina, Artoo się póki co nie pojawił

i to

ja tak to czytami się pytam: czy to klon B. Hambly pisał, czy robicie sobie jaja czy to prawda?!

właśnie

jestem w trakcie wyjaśniania tej sprawy, ale coś czuję że mamy niezłą sensację!

Oto fragment z książki:
The same Anakin Skywalker who, he had learned, had recently killed a clone of Count Dooku of Serenno. Poor folish clone. Another changeling, another Dooku abandoned by his parents, left to be chopped up by some upstart Jedi butcher in the name of o corrupt Republic.

Co ciekawe, Freedon coś gdzieś kiedyś o tym czytal - ale teraz nie pamięta

oki

jak coś wykombinujesz to proszę żebyś napisał wyjasnienie tego bos mnie zaintrygował...

na forum

oficjalnej gdzieś się z tym spotkałem, ale czasem tam niektórzy bzudry piszą, a Pablo i Sue to powtarzają. Np. ktoś się zapytał kiedyś o Waltera Grievousa i Pablo nie skapnął się, że Grievous nie nazywa się Walter i w odpowiedzi opisał o Walterze Grievousie - potem to prostował. Zresztą YR u mnie też jest obecnie na tapecie.

Re: W sumie to

-nie wiem jak Empire - ale wydaje mi się, że też jest rozsądniej robione

Empire lekko kuleje jeśli chodzi o treść (więcej w nich Rebeliantów niż Imperium, momentami cholernie nudne) ale z nawiązaniami u nich raczej nie ma problemu, a wkrotce zacznie się seria komiksów o Rebeliantach na Jabiim, więc z Republicami powiązania będą pewnie bardziej niż duże

Ja za Empire

wezmę się dopiero w przyszłym roku , wtedy pogadamy, na razie czytałem jedynie strzępy wiec sie nie wypowiadam.

Jest już polska okładka!!!

http://www.amber.sm.pl/!okladki/01_2005/chirurdzy.jpg

Może ktoś zrobi z tego newsa na głównej?

Ja zrobie :D

Jak zawsze oczywiście - a jak ktoś mi ruszy to zabije

ciekawa

ta okładka przyznam, jakas taka inna.... Dośc uboga w treśc i kolorystykę dodatkowo rozmyta... dawno takiej amber nie dawał, chyba od poczatkowych NEJów

Mi się osobiście podoba...

tylko znowu dają logo w złym kolorze, choć tym razem nie tak różnym od oryginalnego jak poprzednio Jak zawsze w przypadku CW, pewnie jeszcze przed wydaniem będzie poprawione w stosunku do tego, które mamy zaprezentowane obecnie...

Wiesz Anorku

problem w tym, że praktycznie wszystkie oryginale okładki są żywsze, bardziej intensywne i kolorowe niż polskie. Amber idzie po najprostrzej lini oporu. Swoją drogą jestem ciekaw jaki kolor będzie mieć napis Star Wars w Medstarze II . Na razie przy odpowiednio dużym przybliżeniu kolory Star Wars na okładkach (finalnych) polskich w końcu mniej więcej odpowiadają oryginałom .

:P:P:P

Kto wie jak redaktor naczelny jest częsciowym analfabetą, to może projektant okładek jest daltonistą

i jeszcze

tłumacz obcokrajowcem

hmm

tłumacz nie. Akurat Medstara I na pewno tłumaczył Polak, a Pan Szymański, bo o nim mowa, bywa na tym forum, więc oorylu podpadłeś na całego. Nie zdzwiiłbym się, gdyby jednak korektor był z dalekiego wschodu (bo tańszy w utrzymaniu).

lordzie

to był żart

wiem, że pan Szymański pojawia się na forum

wiem że

żart - tylko czasem możesz kogoś niechcący obrazić .

He he

Lord Sidious napisał:
żart - tylko czasem możesz kogoś niechcący obrazić .
-----------

Ja też lubię żarty. Na przykład znienacka wysyłam takich bardzo wesołych białoruskich towarzyszy z wiertarką do tych, którzy mnie obrażają
Kupa śmiechu, z przewagą kupy

Recenzje książki chętnie poczytam, zwłaszcza rzeczowe.
Czytajcie szybciej

A teraz wracam do pewnego hrabiego, który "(...) łudzi się, że to nieprawda, że Palpatine wcale go nie zdradził, i że wszystko toczy się zgodnie z planem…"

Wyjaśnienie dla Ricky`ego: oczywiście cały czas chodzi o hrabiego Monte Christo

hmm

czyżbyś pracował w mojej branży? Windykacyjnej (poza robieniem tłumaczeń)

A swoją drogą, ja już Medstara, jak i całe Wojny Klonów przeczytałem. Pierwszy Medstar jest fajny bo jest przede wszystkim klimatyczny, ma nowe bardzo ciekawe postaci i to jest właśnie to. Niestety dwójka mnie zniesmaczyła .

Z całej serii Wojen Klonów najbardziej mi się podobała "Jedi Trial" i "Punkt Przełomu" oraz "Republic Commando" - choć to dodatek do serii . książkę o Yodzie - właśnie ów hrabia, który się łudzi ratuje wraz z Asajj, która póbuje mu pokazać, że w pewnym momencie Sith powinien przeciwstawić się mistrzowi. Bardzo ciekawe zagranie .

A Polską wersję Medstara będę miał w sobotę .

Książka...

...już się ukazała w Polsce, jak podaje Andaral w newsie. Do księgarń! Do Empików! Na www.nepo.pl!

Ja już wiem o tym...

od wczoraj - jak napisała w komentarzach do jednego z newsów (http://gwiezdne-wojny.pl/news.php?nr=6311#kom) Joylinda Hawks, książka jest w księgarni na Katowickim Dworcu, i to za niecałe 28 zł!
Ja bedę miał w sobotę

Polonia ...

... kanadyjska wykupuje masowo bilety lornicze, aby qpic polskie wydanie medstara 1 !!

Warszawiacy...

..bójcie się, bo dla was zabraknie

E-e

oni lecą do Wrocławia

Jakby...

...lecieli, to byśmy mieli już informacje, to raz.
2) Andaral by o tym nie trąbił
3) Z Warszawą mają o wiele wygodniejsze połączenia,

Poznań-Empik

Nie nie podniecajcie się, tam włąsnie jej nie ma..dzis byłem i nie ma tam również ządnej innej książki SW...ktoś moze wie co z nimi zrobili...

hmm...

a) zjedli?
b) przepili?
c) sprzedali?
d) wycofali?
e) skończył im się papier toaletowy?
f) poszły jako dary dla ofiar tsunami?

Jeszcze mogli

Ofiarować poszkodowanym przez tsunami...Ci z tych empików, to mają gest...

Re: Poznań-Empik

Anor napisał:
Nie nie podniecajcie się, tam włąsnie jej nie ma..dzis byłem i nie ma tam również ządnej innej książki SW...ktoś moze wie co z nimi zrobili...
Naj;epszy byl koleś w Empiku, ktory jak sie zapytalem dwa dni temu o w/w ksiazke powiedzial mi ze moeza za dwa tygodnie beda mieli - smutny, a tu wchodze sobie wczoraj i moim oczom ukazala sie ta ksiazka !! Nie ma to jak dobrze pinformowany sprzedawca !! Kiedys tez pytam sie goscia kiedy bedzie inna pozycja, a on na to, nie wiem, bo mamy na pienku z Amberem i narazie nie chcemy ksiazek od nich, a co to mnie obchodzi ze ktos lubi lub nie lubi wudawnictwa, ja chce ta ksiaze kupic i tyle, qrna ich mac, banda debili i tyle, na mniejscu kierownika od razu wywalil bym takich kolesi z pracy i to w piec minut !! WRRR !! Banda kretynow, tylko te piepszone smoki na okladkach i inne badziewia, co to mnie obchodzi, albo inne romansidla na ktore nawei laski niie patrza.
-----------

Re: Re: Poznań-Empik PS.

Tu chodzo oczywiscie o warszawski Empik przy Nowym Swiecie i Marszalkowskiej.

Andaral napisał:
Anor napisał:
Nie nie podniecajcie się, tam włąsnie jej nie ma..dzis byłem i nie ma tam również ządnej innej książki SW...ktoś moze wie co z nimi zrobili...
Naj;epszy byl koleś w Empiku, ktory jak sie zapytalem dwa dni temu o w/w ksiazke powiedzial mi ze moeza za dwa tygodnie beda mieli - smutny, a tu wchodze sobie wczoraj i moim oczom ukazala sie ta ksiazka !! Nie ma to jak dobrze pinformowany sprzedawca !! Kiedys tez pytam sie goscia kiedy bedzie inna pozycja, a on na to, nie wiem, bo mamy na pienku z Amberem i narazie nie chcemy ksiazek od nich, a co to mnie obchodzi ze ktos lubi lub nie lubi wudawnictwa, ja chce ta ksiaze kupic i tyle, qrna ich mac, banda debili i tyle, na mniejscu kierownika od razu wywalil bym takich kolesi z pracy i to w piec minut !! WRRR !! Banda kretynow, tylko te piepszone smoki na okladkach i inne badziewia, co to mnie obchodzi, albo inne romansidla na ktore nawei laski niie patrza.
-----------

-----------

Pieniek

Własnie jak byłe wczoraj w Empiku, to zauważyłem, ze nie tylko SW nie mieli, ale również żadnych innych ksiązek wydanych przez Amber! Od razu sobie pomysłałem, ze się przestali lubić! Niestety to moze źle wróżyć dla Amberu i naszego SW...

oj Anorku

szukajcie a znajdziecie
Ostatnio przenieśli po prostu cały dział gwiezdno wojenny na takie zadupie na samym koncu empiku.

Aha

Zrobili nam kącik czytawczy w stylu sf-fantasy. Klimatyczne miejsce
(Ale niestety SW nie ma tam za dużo - nie wiem czy w Arsenale nie ma więcej...)

wyjaśnij mi gdzie?

Dokładnie..może podaj jakieś koordynady...półbnoc południe Bio szukałem naprawdę wiele...

wchodzisz do empiku :P

i idziesz prosto do dzialu z ksiazkami. Pozniej musisz obrac koordynaty na północny wschód- czyli w stronę działów z ksiazkami informatycznymi, i tam na samym koncu jest taka mała jakby "spiżarnia" z fantastyką, i miedzy innymi SW

niop

Ano byłem przy fantastyce i jakoś nic nie znalazłem... Muszę sprawdzić ponownie największy pech ze bywam w empiku raz na dwa miechy i byłem włąśnie w premeire medstara i do cholery nie znalazłem....!!!! A ty może widiząłeś czy jest Medstar? i czy moze jest Cestus?

Medstara

widziałem, ale w ksiegarni obok mnie. A czy w empiku sa to tego nie wiem

Nie wiem czy to cię pocieszy

ale w katowickim Empiku jest podobnie. Jak kiedyś pytałam się o jakąś książkę z SW która już dawno powinna wyjść, to facet odpowiedział mi że jeszcze tego nie przetłumaczyli. Gdy mu wyłożyłam że w zapowiedziach Amberu już dawno to powinno być w księgarniach, wtedy łaskawie zerknął do kompa i powiedział że może będzie w przyszłym tygodniu. Zastanawiam się czy we wszystkich Empikach zatrudniają takie d...y. Od tego momentu przestałam tam się o cokolwiek pytać. Zawsze mogę liczyć na księgarnię na katowickim dworcu.

Wrocław-Biblioteka->ksiegarnia

Tak, tak, tam już jest. jutro idę i kupuję zniżkowo

Moze mi...

ktos powiedzec jak sie nazywa druga ksiazka z serii Clone Wars? O ile wiem pierwsza byl "Punk przelomu", ta jest trzecia. A jak sie nazywa druga i czy mozna ja kupic jeszcze w empikach?? z gory THX

Spisek...

...na Ce(s)tusie. Ewentualnie Cestus Deception. Powinna być jeszcze w empikach, jako, ze wydana była miesiąc temu

Pewnie...

"Spisek na Cestusie" ("The Cestus Deception"), autor: Steven Barnes

Dzieki....

panowie. Chociaz wasza odpowiedz troche mnie zmartwila bo nie widzialem tej ksiazki w szczecinskich empikach...

Zasadniczo dzielę książki na dwa typy,

jeden to te, które po przeczytaniu natychmiast wędrują na półkę i najlepiej byłoby żebym zapomniała o tym, że kiedykolwiek je czytałam i drugi, są to te książki, do których lubię czasami wracać i potrafię je bezbłędnie odszukać na półce. Zanim Medstar I pojawił się w księgarni byłam bardzo sceptycznie nastawiona do niego, odbiegał, bowiem tematyką od większości książek z cyklu SW, zastanawiałam się, dlaczego Amber spośród wielu książek z cyklu CW wydaje właśnie te dwie, jednakże, jakie było moje zdziwienie, kiedy zaczęłam czytać książkę. Gdybym miała w tej chwili określić jednym słowem, jaka jest ta książka, powiedziałabym: inna. Jest chyba jedną z nielicznych książek, w których nie przewijają się pierwszoplanowe postacie (nawiasem mówiąc zaczęło mnie to trochę denerwować, iż wszędzie pierwsze skrzypce grają jak nie Obi Wan to Anakin, czasem mam wrażenie, że gdyby nie ta dwójka to Wojny Klonów bardzo szybko skończyły się zwycięstwem Separatystów) i to dobrze. A książka bardzo szybko mnie wciągnęła i byłam tym mile zaskoczona. Jej inność polega na tym, że nie pokazuje bezpośrednich walk, ale możemy wyraźnie odczuć, że toczy się wojna i przekonujemy się, że jest to wojna w najgorszym słowa tego znaczeniu. Z jednej strony mamy lekarzy, którzy w heroicznym wysiłku ratują życie walczącym klonom i nie tylko, z drugiej zaś skorumpowanych wysokich rangą wojskowych, którzy bez skrupułów wykorzystują wojnę do swoich własnych egoistycznych celów nie licząc się z nikim i niczym. Do galerii tych postaci dołącza, padawanka Jedi, dziennikarz, android I 5 oraz kryjący się w cieniu szpieg.
Postacie są dobrze nakreślone, szczególnie zwraca uwagę Jos i jego wewnętrzne dylematy, jego wewnętrzne rozdarcie i odkrycie bolesnej prawdy, która mu bardzo ciąży, jednakże, gdy chce dokonać wewnętrznego „oczyszczenia” na jego katharsis jest już za późno.
Także postać Barissy jest ciekawie zarysowana głównie w odniesieniu do jej stosunków z Phowem Ji wystawiającym ją na swoistego rodzaju próbę. Nie sposób jeszcze pominąć bardzo ludzkiego w swych zachowaniach androida I 5, sullustańskiego dziennikarza, który zdaje sobie sprawę, że nikomu nie zależy na prawdzie i na brutalnym obrazie wojny, bo po prostu wszyscy są nią zmęczeni i lepiej jest pisać o bohaterach, a nie o bestialstwie na polu walki. Jest też cała gama ciekawych postaci, dzięki którym książka wciąga, wciąga też przede wszystkim też przez sposób, w jaki została napisana, lekarze mimo okropności wojny potrafią znaleźć pozytywne strony swojej pracy, potrafią się śmiać i bawić, ale to jest chyba ich reakcja na to, co oglądają, na co dzień. Także mocną stroną książki są subtelne nawiązania do min. książki „Darth Maul łowca z mroku” a to z pewnością zasługa autora Michaela Revesa. Jest też wiele innych „smaczków” o których nie sposób tu pisać, ale wytrawni fani SW na pewno je dostrzegą.
Aczkolwiek nie jest to książka tej klasy co „Punkt przełomu” Matthew Stovera stwierdzam, że będę do niej z chęcią wracała i wiem, że przeczytam ja nie raz i nie dwa. Dodatkowym atutem książki jest bardzo dobre tłumaczenie ( wielkie brawa dla Pana M. Szymańskiego – rozumiem że bardzo trudno tłumaczyć książkę której akcja rozgrywa się w specyficznym świecie i trzeba pamiętać o spójności tego świata), gdyż uważam, że 50 % sukcesu książki jest jej tłumaczenie, bo nawet najlepszą książkę potrafi spalić kiepski przekład.
Na koniec warto dodać że w epilogu książki zawarta jest ważna prawda, którą sobie w końcu uświadomił jeden z jej bohaterów: "Życie jest zbyt krótkie. Zbyt krótkie by marnować je na sprawy nieistotne. Zbyt krótkie by tracić je na przedsięwzięcia, które nie ubogacają człowieka i jego najbliższych. Zbyt krótkie by pozwolić bezmyślnym zasadom i obyczajom dyktować kierunek tempo życia..." I chyba to jest prawda którą powinien uzmysłowić sobie każdy z nas.

Re: Zasadniczo dzielę książki na dwa typy,

Joylinda_Hawks napisał:
(...) wielkie brawa dla Pana M. Szymańskiego (...)

-----------

Bóg zapłać, dobra kobieto!
Oby wszyscy byli równie zadowoleni z mojej pracy...

Nie ma za co.

Sama wiem ile trudu trzeba włożyć by coś przetłumaczyć (w szczególności jeżeli jest to napisany koszmarnym językiem tekst prawny - a moja znajomość angielskiego nie jest zbyt dobra : D) dlatego zawsze będę pełna podziwu dla tłumaczy ( w szczególności tłumaczy SW)

wiesz

bardzo mi się podoba to co wpisałaś na samym końcu, czyli myśl :
Życie jest zbyt krótkie. Zbyt krótkie by marnować je na sprawy nieistotne. Zbyt krótkie by tracić je na przedsięwzięcia, które nie ubogacają człowieka i jego najbliższych.
Od pewnego czasu stosuję tę zasadę, acz nie zawsze. Ale patrząc na tę zasadę, to po II Medstara bym już nie sięgnał [w wersji polskiej], chyba, że tłumacz go uratuje... ale nie za bardzo ma co .

Ja również

od pewnego czasu stosuję tą zasadę w swoim życiu, czasem to mi się udaje a czasem nie. Tak niestety w życiu bywa, moim zdaniem prawdziwa wartość człowieka tkwi w nim samym, tylko że trzeba to w siebie odkryć a to nie jest łatwe, ale to właśnie odkrywanie samego siebie ubogaca nas a my sami staramy się ubogacać innych.
A tak na koniec po prostu nie mogłam się powstrzymać by nie wpisać tu tego cytatu z książki.
P.S. uważasz że tłumaczenie Medstara II będzie tak koszmarne ?

nie

w żadnym wypadku. Wierzę w tłumacza, którego bardzo dobrze mi się czyta. Po prostu czytałem Medstar II w oryginale i "trochę" mnie zniesmaczył i szczerze powiedziawszy o ile pierwszego sobie przeczytam z drugim by sie za niego zabrać ponownie będe miał duży problem .

To dobrze

Bo już się przeraziłam. Jedynkę skończyłam w ubiegły czwartek i z niecierpliwością czekam na kolejny tom. Może mi się uda w międzyczasie przeczytać drugi raz Spisek i wtedy coś znowu skrobnę. A i tak przed dwójką będę musiała odświeżyć sobie jedynkę. Za duży odstęp czasowy, a w międzyczasie będę musiała poczytać coś z literatury fachowej, a wolałabym SW. No cóz ale nie zawsze ma sie to co sie chce

hmm...

Napawa mnie gakt, że te ksiązki faktycznie staniały! Proroctwo i Medstara mamy za 30 zł. Może nie wszystkie, ale taki miły gest. Podoba mi się

A co do ksiązki, to niedługo ją łykam. Mam zaległości w Wojnach Koinów- i nie zanosi się za ich załatanie

papier

jak zapewne wiesz ze zostal zmieniony papier - jakos, co dalo wlasnie obnizenie cen, podobno ma to spotkac komiksy, ale jakos bedzie nie zauwazalna. Ksizaki z tego co sie orientuje maja tez ukazywac sie czesciej, poniewaz podono sa spore zaleglosci, a czekaja juz nowe tytuly do tlumaczenia, nasi tlumacze beda z tego powodu zadowoleni. ciekawe co powiedza ??

hmm...

Czy nie jest tak, że mieliśmy znany z większości ksiązek żółty papier i w kilku pozycjach papier śnieżno-biały, a dopiero od więcej jak roku mamy ten obecny i wydaje mi się lepszy. Dobrze prawie

A co do komiksów, wolałbym aby je zostawili z takim papierem... albo zniżyli cene do 10 zł

Nie wiem...

...jak ty tą zmianę papieru zauważyłeś, ale ja jej nie widzę.
Inna sprawa, że książki nie ztaniały ani złotówki. jakbyś zauważył, Cestus kosztował 34,80, czyli Amber trzyma się cały zcas tych widełek cenowo-stronowych, o których swego czasu pisałeś (rok, czy dwa temu)
od tylu, do tylu stron książka kosztuje 29,80
potem średniej grubości 34,80
a najgrubsze 39,80

I gdzie tutaj obniżka cen?

To chyba

Pisał Valorum i ja o tych cenowo-stronnicowych zależnościach...niemniej jednak przyznać należy ze rok temu były pewne anomalia w tych kwestiach

Na przykład?

Bo jesli dobrze pamiętam, przy jednej z książek wszystcy się burzyli, że podwyżka, a jak się dobrze przypatrzyli, to się okazało, że w widełkach cenowo-stronicowych się zmieściło

to chyba chodziło

O Szlak przeznaczenia....on był na początku tych podwyżek jednak był dość grubaśny co dawało po przeliczeniu stosunkowo normlaną cenę

Nie ma

Jest jedno takie miejsce na ciele, na którym najlepiej sprawdza się jakość papieru . Choć brzmi to z pozoru jak żart, to zapewniam, że jest w tym więcej niż odrobina prawdy .

PS. A obniżka jest co najmniej pozorowana. Gdyby wydali nowelkę i wycenili ją na 15 złotych, to byłby dopiero "spadek" ceny, choć tylko relatywny i na pierwszy rzut oka. Po przeliczeniu wszystkiego wyjdzie na to samo .

Medstar I

Przed czytaniem miałem do tej książki dość obojetny stosunek, w sumie nie spodziewłem się niczego nadzwyczajnego. Moje odczucie w sumie utrzymywało się nawet przez początkowe rozdziały. Z czasem jednak ksiazka zaczeła mnie wciągać coraz bardziej i moja jej ocena zaczeła rosnąć.

To co przykuło moją największą uwage i co jednoczesnie bardzo mi się spodobało, to wielowątkowy (niczym Allstonowski) opis fabuły z punktu widzenia różnych postaci - to zrezsztą chyba było również wymuszone w pewien sposób faktem iż książka miała dwóch autorów. Osobiście baardzo cenię sobie dzieła Allstonowskie więc to jakby nawiązanie bardzo mi odpowiadało. Skoro już mowa o Allstonie, to muse pwoiedziec, ze autorzy Medstara w dość podobny sposób jak Allston spróbowali poprowadzić wątek humorystyczny, do tego stopnia, ze Zen wraz z Josem momentami przypominają mi nawet mój najlepszy duet w SW, czyli Phanana i Buźkę. Zresztą cąły wątek humorystyczny również zasługuje na plusa, choć nie jest on tak dobry jak u Allstona.
Oczywiscie w książce od razu w oczy rzuca się fakt, ze została ona oparta na kilku praktycznie nieznanych bohaterach. Taka konstrukcja pozwoliła autorom zrobić właściwie wszystko ze swoimi bohaterami i to robią... (byłem zskoczony z jaką prędkością gineli).
W Medstarze, podobno jak w przypadku Cestusa i wielu innych pozycji widzimy kolejne próby wyrabiania opinii o człowieczeństwie konów, praiwe można powiedzieć, że staje się to nudne...no ale widać autorzy nie mają inych pomysłów co zrobić z tymi klonami.
Co mnie drażniło w samej książce, to po pierwsze bota...niby pomysł dobry i ciekawy, ale czemu do jasnej ciasnej, nie znaliśmy jej nigdy wczesniej i jej wspaniałych właściwości? Czemu naagle pojawia sie znowu genialne lekarstwo na wszystko a za nami są już setki pozycji EU w których nic o zadnej bocie nie było? Chyba jedynym rozwiązaniem jest anihilacja całej planety pod koniec II Medstara, która zamknęłaby sprawę boty raz na zawsze, wtedy możnaby wyt`lumaczyć niewiedzę o tej cudownej roślinie w przyszłych okresach EU.
Kolejną kwestią, która mnie drażni, to fakt iż książka zostłą podzielona na dwie cześci, dwie krótkie cześci...przeciez można było zrobić jedną bardziej grubasną książkę (około 500 stron), ale widać komercja i chęć zysku jak zwykle jest górą i tym samym mamy stosunkowo cieńką książeczkę.
Generalna moja ocena, to 7,5/10 trochę lepiej od Cestusa i Yody, acz niewiele...

No i moja kolej...

Ja tam Lord nie jestem i nie potrafie napisać recenzji prawie tak długiej jak sama książka ... więc w skrócie:

jako książka SW ocenił bym ją na 6,5/10 .. natomiast ogólnie jako książke na ... 7,5/10 .. a to dlatego że jak dla mnie to po zmianie kilku nazw i określeń SW ta ksiażka mogła by się spokojnie ukazać jako częśc praktycznie dowolnej serii książkowej, czy to fantasy, czy S-F .. również jako osobna pozycja by sobie spokojnie moga egzystować.. np. jako opowieść wojenna. Ktoś powie "ale przecież każda ksiażke można przerobić w taki sposób" ... no dobra.. z malucha też można zrobić Merola S klasy ale wymaga to naprawdę duuużych przeróbek ... natomiast w tym wypadku zmiany były by naprawdę nieznaczne.

Ogólnie książke czyta sie szybko i przyjemnie co jest spowodowane i samą konstrukcją fabuły jak i dobrym tłumaczeniem.

Byle jaka książka?

Ahh Otas...otas...

ja wiem, ze dla ciebie, jak nie ma Hana Solo, Luka Skywalkera i conajmniej 50% czasu ksiązki spędzonej na Tatooine, to już nie SW... Musisz zważyź na fakt, ze w tej książce jest cała masa nawizań, które świadczą o jej starwarsowości. A zresztą to chyba dobrze, że możemy czytać róneiż o wydarzeniach które nie dzieją się w centrum uwagi całej Galaktyki, ale równiez mozemy spojrzeć na konflik WOjen Klonów z upełnie z przyziemniejszej strony...Swoją drogą ciekaw jestem co powiesz na Republic Commando - Hard contact...

A gdzie ja napisałem

że to byle jaka książka?? albo że mi sięnie podoba?? hęę?? ... podoba mi się... przecież wyraźnie to napisałem dałem ocene 7,5/10 czyli TAKĄ SAMĄ JAK TWOJA garbusie

A że książka jest szablonem który po małych zmianach mógłby być do kazdego uniwersum zastosowany to już co innego .... nie musi w kazdej książce być wielka trójca... w Shatterpoincie też ich nie było ani wydażenia nie były na tatooine, a jednak tam naprawdę czułem klimat SW a tu .. no cóż dla mnie jest on bardzo rozżedzony

byle jaka

to chodziło o to że ona nie jest Sw a nie miałem na myśli tutaj kwestii jakościowej. BTW rozumiem o co ci chodzi, ale mimo to twój post był dość śmieszny

Szpadaj :P

... ech... chyba to jeszcze wpływ narkozy ... gdzie ja pisałem że ona nie jes SW??? .... ja tylko napisałem że dla mnie jest ona ... mało SW a to różnica

Ja sie jakoś nie śmiałem więc nie był śmieszny

łoooł

najlepsza, autentycznie najlepsza książka SW jaką czytałem. Przebija Yodę i Punkt przełomu. Czemu?? Nie wiem, może to klimat ala MASH w połączeniu z CzasemApokalipsy (a to w połączeniu z PP); może ukazanie wojny nie z cukierkowego Cartoona gdzie smierć klona traktowana jest jak zabawa, ale jako coś... metafizycznego i straszliwego; może braterstwo klonów i starania medyków o to by nie byli tylko "mięsnymi androidami"...
nie wiem, ale tak to czuję i z radością zabieram się za II.

Medstar Intermezzo

cześć, zauważyłem gdzieś że dwójka autorów Medstara napisała jeszcze opowiadanie, Medstar Intermezzo, jeżeli ktoś byłby w posiadaniu tego opowiadania i mógł poświęcić chwilę swojego czasu to prosiłbym o przesłanie tego opowiadania na maila osman89@wp.pl

...

I cały czas do przodu z książkami spod znaku Gwiezdnych wojen Szczerze powiem, że lubię dzieła wychodzące spod pióra, bądź klawiatury pana Michaela Reavesa. Autor ten stworzył swoich bohaterów, których rozwija w kolejnych książkach. Plusem jest, że Ci bohaterowie są opisywani tylko przez niego, więc ich osobowość się nie zmienia. No, ale zostawmy pana Reavesa w spokoju, a przejdźmy do Chirurgów polowych bo o nich w tym wątku mowa

Klasyczne Wojny klonów są zdecydowanie ciekawsze i dojrzalsze niż nowocześniejszy twór TCW. W Chirurgach mamy ukazanie konfliktu z bardzo ciekawej perspektywy, bo z punktu widzenia lekarzy, którzy za liniami walk opatrują rannych i starają się wieść w miarę przyzwoite życie. Wśród współpracowników nawiązują się więzi przyjaźni, a między dwójką z nich rodzi się prawdziwe głębokie uczucie. Coś pięknego, taki dramat przedstawiający jasny punkt w złym obrazie wojny. Oprócz lekarzy, jest padawanka Jedi Barrissa Offee, reporter Den Dhur, kryminaliści z Czarnego Słońca, wojskowi z różnorakich ras, a nawet lubiany przeze mnie I-5.

Całe zamieszanie na Drongarze wywołane zostało przez cudowną roślinę, która mogła być czymkolwiek się zechciało żeby była, botę. Zarówno Republika jak i Konfederacja pragnęli zdobyć kontrolę nad polami tego niepozornego krzaczka. Wysoka wartość rośliny przyczyniła się do zrodzenia się różnej maści spisków prowadzących do osobistego wzbogacenia się na surowcu. Mamy lekko zakrojoną zdradę dwóch oficerów Republiki, ingerencję Czarnego Słońca, które nie przepuści okazji do grubego zarobku. Obok tego jakże intrygującego wątku, który swoją drogą był ciekawszy niż główny temat książki, znajdował się właśnie główny wątek czyli niesienie pomocy poszkodowanym żołnierzom. Republikańscy lekarze byli całkowicie oddani swojej pracy, jednakże mieli zakaz korzystania z boty bo była ona tak cenna. Jak to zauważył jeden z bohaterów było to szczytem hipokryzji ze strony rządu, który za pieniądze chciał uzdrawiać ofiary wojny na innych planetach, jednocześnie pozwalając by walczący o botę ginęli bez możliwości uzdrowienia za jej sprawą. Według mnie należy się tutaj duży plus.

Postacie Dena Dhura i I-5 jak zwykle były utrzymane na dobrym poziomie. Inteligencja automatu i jego samodzielność jak zwykle wywołała mój podziw. Pan Reaves wpadł na bardzo dobry pomysł z tym droidem. Dhur za to jak zwykle chciał zdobyć jakiś ciekawy materiał, no i doigrał się kłopotów. Jakimś zbiegiem okoliczności wszytko mu się upiekło, lecz cała jego praca została unicestwiona z różnych przyczyn. Właściwie z jednej, śmierć bohaterów jego reportaży.

Kwestia Phowa Ji była dla mnie niezwykle intrygująca. W jakiś sposób przeżyłem jego starcie z trójką najemników, jednakże jego końcowy wątek całkowicie mnie zadziwił. Mimo zwykłego szału bojowego i jego umiejętności, mało prawdopodobne było żeby zwykły człowiek, nie władający Mocą pokonał takie hordy wrogów... Jednakże cała postać Ji była bardzo ciekawa. Arogancki. Brutalny. Inteligenty. Doskonały czarny charakter.

Na koniec zostawiłem sobie watek Josa Vondara i Tolk le Trene. Miłosne wątki w Gwiezdnych wojnach nie są zazwyczaj tak dobre jak bym chciał, jednakże ten był na bardzo dobrym poziomie i podobało mi się jego zakończenie. Zastanawia mnie jedynie jego przebieg. Z książki wynika, że Jos to Korelian. Ma on tradycję ludową, by nie wiązać się z eksterami, gdyż to skaza dla honoru rodziny i tak dalej. Jednakże w uniwersum jest mnóstwo Korelian i nie rzadko są wątki miłosne z ich udziałem. No nie patrzeć daleko taki Han Solo. On nie miał jakoś problemów wewnętrznych z eksterstwem Leii Organy. Widać na tego przykładzie niespójność EU w takich drobiazgach jak choćby kultura danego ludu. Oczywiście można sobie tłumaczyć, że Solo miał gdzieś zasady kulturowe, ale w takim razie co z innymi Korelianami, którzy poślubili lub tylko związali się z eksterami?

Podsumowując, Chirurdzy polowi to bardzo fajna książka, którą polecam każdemu fanowi. Ma ciekawe wątki i dynamiczną akcję. Z czystym sercem oceniłbym ją na dziesięć punktów, lecz ten wątek miłosny ze strony Josa nie został w pełni dopracowany odnośnie całości kultury Korelian, więc muszę dać tylko 8/10.

świetna książka

Porwała mnie, jak rzadko która SW.
Po pierwsze, na każdej stronie widzimy beznadzieję wojny, na najgorszym zadupiu Galaktyki, w najmniej przyjaznym klimacie. Desperacja, zmęczenie, marnowanie ludzkiego (i innych gatunków ) życia. Po drugie, świetna, wielowątkowa akcja. Każdy wątek - Josa, dziennikarza, szpiegów, Barissy, admirała - jest dopracowany i przemyślany, i wszystkie one się w jakiś sposób zazębiają. Den Dhur dyszący nienawiścią, żądny zemsty poprzez napisanie artykułu najapierw na huttańskim szefie bazy, a potem na Phow Ji (kolejna ciekawa postać), nieuznający autorytetów i bohaterstwa jest bardzo przekonujący i rewelacyjnie się go czyta. Jos, do cna wyczerpany i "więziony" rodzinnym kodeksem.
Po trzecie, humor, znany już z "Cieni Imperium" pisanych przez jednego ze współautorów. Rozwaliła mnie np. procedura odszyfrowywania wiadomości od Separatystów. Wprowadzenie droida I5, bohatera poprzedniej napisanej przez Reavesa książki również bardzo udane. Widać, jak zarówno on, jak i rozmowy z klonami wpływają na postrzeganie świata przez Josa.

Wydawałoby się, że książka o lekarzach wykonujących swoją pracę to nie będzie wielki szał. A okazuje się, że wbrew pozorom w bazie medycznej może się dziać bardzo dużo.

Kończy się cliffhangerem, który tylko zachęca do przeczytania następnego tomu.

Poza niektórymi dziwnymi nawiązaniami do filmów, nie znajduję w tej książce większych minusów.

9/10

Re: świetna książka

Czy to w tej książce był motyw Gunganina który wjechał traktorem na minę? ;__;

Książka wypasiona, czytałem oba Medstary po dwa razy. Bardzo mi się podobała (jak każda z wydanych w tamtym czasie książek o Wojnach Klonów).

Co do dziwacznych nawiązań do filmów - kaminoański pilot transportowca tak mnie rozwalił że do dzisiaj pamiętam

A jak Ci mało I5 to w Nocach Coruscant masz jego dalsze losy.

Re: świetna książka

No, pełno Gungan, Kaminoan, Naboo, a w drugiej części jeszcze lepiej - Tatooine, Hoth, knajpa u Dexa Galaktyka to planety filmowe + kilka dodatkowych ;_; (a w sumie w tym temacie jest wyżej dyskusja o tym )

Czytałem Noce, nie pamiętam ich już ale dzięki.

Re: świetna książka

No to w Łowcy z Mroku też masz jego dalsze ... poprzednie losy

Re: świetna książka

Też czytałem.

A co powiesz o "Gwieździe śmierci" i "Mrocznych grach", bo akurat ich nie czytałem? Tam też jest I 5?

Re: świetna książka

Onoma napisał:
Też czytałem.

A co powiesz o "Gwieździe śmierci" i "Mrocznych grach", bo akurat ich nie czytałem? Tam też jest I 5?

-----------------------

Gwiazda ujdzie, Gier nie czytałem.

I5 jest wspomniany, i to niebezpośrednio Tzn nie pada jego imię, nie występuje, ale ten lekarz z Medstara opowiada "o jednym takim robocie"

Re: świetna książka

A mi się Mroczne gry podobały pomimo w sumie nijakiego rozwiązania głównego problemu Lepszy od I-5 jest Dash.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.