Sprośne okruchy

Samuel L. Jackson chce bronić Ziemi!

Phineas Barnum może nie żyje od prawie 130 lat, ale jego zasada wciąż sprawdza się w biznesie. Brzmi ona „Nieważne, jak mówią, ważne, żeby poprawnie pisali nazwisko”. I widać Disney wziął sobie ją do serca, przynajmniej w przypadku „Kapitan Marvel”. Jak wiemy Disney nie poradził sobie z marketingiem „Hana Solo”, wielu zaś wieszczyło nowemu filmowi Marvela druzgocącą porażkę finansową. Odrobili jednak lekcję. Zawsze można zrobić złą atmosferę wokół filmu, by potem lepiej go sprzedać. Wpierw zaczęło się od skandalizujących wypowiedzi Brie Larson dotyczących białych mężczyzn. I w punkt, sukces, nagle zaczęło się szczucie na film, nawoływanie do bojkotu, czyli ruszyła promocja. Disney musiał pilnować by tylko tytuł - „Kapitan Marvel” dobrze pisali. Resztę robili sterowani wypowiedziami Larson oburzeni naiwniacy.





No ale przecież w obsadzie filmu jest też internetowy skandalista Samuel L. Jackson. Więc wystarczyło mu tylko pokazać, że gra drugie skrzypce i już sam zaczął nadrabiać. A co bardziej polaryzuje Amerykanów niż polityka? Chyba nic. Więc skoro Brie obrażała tylko jedną grupę, Jackson zaczął atakować Trumpa i Republikanów. Zaczęło się bardzo nietypowo, bowiem na początku Samuel pochwalił urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Stwierdził, że żaden inny prezydent w historii nie zrobił tyle dla społeczności czarnoskórych w Ameryce. A dlaczego? Bo to Trump ma największą plantację z niewolnikami. Szok, był ale trwało krótko. No i jeszcze nazwaniem Trumpa sk***em na twitterze przy okazji ustaw o broni w szkole.

W poniedziałek wyniki „Kapitan Marvel” zaczęły spadać, więc Samuel L. Jackson w podobny sposób postanowił pomóc temu filmowi. Tym razem obraził nie tylko Trumpa, ale też jego poprzeczników, jednocześnie promując w pewien sposób nowych „Avengers”. Jackson powiedział w wywiadzie dla „Esquire” – „Ten sku***yn* niszczy naszą planetę i robi inne wariactwa. A ludzie myślą, że to w porządku. To nie jest k***a w porządku! A jak milczysz, jesteś współwinnym”. W ten sposób Jackson namawia nas do ochrony naszej planety (brzmi zupełnie jak z filmów Marvela). Dodatkowo akcja marketingowo zadziałała, wtorkowe wyniki „Kapitan Marvel” poszybowały w górę. To teraz pozostaje sobie życzyć, by następny film Marvela nie zarabiał zgodnie z oczekiwaniami. Jackson na pewno uratuje go swoimi komentarzami.

* - oczywiście w oryginale SLJ użył słówka najbardziej z nim kojarzonego – motherf***r.



Tagi: Plotki (1060) Samuel L. Jackson (277)

Komentarze (14)

Miejmy nadzieję że E9 będzie miał tradycyjny marketing, o ile jakiś w ogóle będzie :D

"W poniedziałek wyniki zaczęły spadać" - wow, wyniki w tygodniu są niższe niż przez weekend kiedy większość ludzi ma czas iść? Stop the presses, chyba złamaliśmy kod!

Co tu się wyrabia ... :D

Dobrze że my, mężczyźni z Europy Wschodniej nie jesteśmy biali, więc nic nam nie grozi :D

Biali mężczyźni - zagrożony gatunek.

Co prawda Brie nikogo nie obrażała, ale widać niektórzy lubią brać wszystko do siebie xD Film dobrze na tym wyszedł, ciekawy pomysł na promocje. Przy E IX trolle na pewno znów się o coś obrażą i uaktywnią, może polepszy to wynik E IX ^^

Widzę, że ciąg dalszy publikacji ścierwa na Bastionie.

@Bart
"Matka! Bo jest tylko jedna!" xD

osobiście uważam, że gdyby Mace Windu powiedział chociaż raz o chwaleniu matki w którymkolwiek z Epizodów to byłaby to rola godna największych kreacji, a tak jest tylko super, bo dopowiadam to sobie w myślach... i nie tylko ja XD
https://www.youtube.com/watch?v=FCW_Vt35IzI

Masz rację, zagalopowałem się. Wybaczcie.

http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/22978#750264

Fajny ten news, taki nie za wiele mający wspólnego z SW.
@Radio77
Trochę z dupy off-top. Wklej to do tematu na forum.

Ruin ma podobną taktykę na promocje swojej trylogii.

Zapraszam do zapoznania się z moim zbiorem przemyśleń na temat TFA oraz TLJ przez pryzmat Starej Trylogii. Oczywiście nie mamy jeszcze okazji zapoznać się w żadnym stopniu z fabułą części dziewiątej, dlatego skupię się wyłącznie na wytknięciu w sposób jak najbardziej subiektywny tych aspektów które są widziane przeze mnie jako zbędne, błędne lub nieuczciwe wobec widza.

Rozdział pierwszy.

Wyparcie protagonisty oraz toksyczna męskość.

Luke Skywalker to chyba najbardziej oczekiwany powrót w historii kina. Trylogia Sequeli umożliwiła nam po długich latach ostatecznie poznać dalsze losy bohaterów rebelii, po tym jak odseparowano od głównego, nowego nurtu rozdział zwany Expanded Universe. Dziesiątki tytułów książek, gier, komiksów umilały nam czas w oczekiwaniu na kontynuację wątków znanych z Powrotu Jedi. Luke ze Starej Trylogii, w jej finale to mądry, młody mężczyzna który dorósł do wielkich czynów które są dziełem jego decyzji oraz wynikiem bolesnego "kucia" charakteru.

Skywalker w TLJ jest absolutną antytezą Luke`a z RotJ, śledząc jego losy od pierwszego do trzeciego filmu, doskonale widać w jaki sposób rozwija się jego osobowość, charakter oraz umiejętności. Te trzy cechy spaja ze sobą niepodważalna lojalność i wiara w przyjaciół, które procentują w przyszłości. Gdy Luke odbywa szkolenie na Dagobah, pada w jego trakcie wiele bardzo istotnych zdań, oraz zachodzi kilka wydarzeń które zaważą o jego przyszłości. Czas na konkretne przykłady, czy inaczej mówiąc dowody na to że scenarzyści z reżyserią epVIII na czele nie oglądali ze zrozumieniem epizodów IV-VI.

I. "Jedi używa Mocy dla wiedzy i obrony, nigdy do ataku"

Po wydarzeniach z TESB, Luke przyswaja sobie tę zasadę na dobre. Czego dowodem w późniejszym czasie jest sposób odzyskania Hana Solo z pałacu Jabby. Całość jak wiemy z filmu była zaplanowana przez samego Jedi. Luke podchodzi do tego sporu w sposób zrównoważony i dorosły. Przemyślał dobrze każdą ewentualność. Okazał gest dobrej woli, mało tego, proponował dobicie targu aby uniknąć zbędnych aktów agresji. Po czym przyszedł do Jabby osobiście, nadal w celu prowadzenia negocjacji. Gdyby nie zrozumiał lekcji jaką otrzymał od Yody w jaskini, gdy wszedł do niej a wraz z nim jego strach, prawdopodobnie Jabba oraz wszyscy tam obecni zostaliby po prostu zabici gazem/ładunkiem/mieczem ukrytym w "podarku". Zrobiłbym tak, będąc na łatwiejszej ścieżce. Tak działają namiestnicy zła. Jednak nasz znajomy młody Jedi do ostatniej chwili chciał darować życie Jabbie, śmierć Hutta była wyłącznie wynikiem podjętych przez niego błędnych decyzji i lekceważenia oponenta.
Poprzednim razem Luke popędził na złamanie karku aby uratować przyjaciół, po tym jak doznał wizji z przyszłości. Podczas akcji na Tatooine to młody Jedi rozdawał karty, ze spokojem ducha i wiarą we własne umiejętności. Tą dygresją docieramy do kolejnego punktu.

II. " - Ale jak poznam dobro od zła?
- Będziesz wiedział, gdy spokojny, wyciszony, pasywny jesteś"

Szkolenie jakie zapewnił Skywalkerowi Yoda, było szybkie ale kompleksowe, to połączenie doskonalenia fizycznej sprawności oraz podstaw filozofii. Powyższa sentencja ocaliła tak jak z resztą Mistrz wspomniał, życie chłopca. Wiara w te słowa i trening sprawiła że Luke nie pozwolił Vaderowi złamać swojego ducha, natomiast pozwoliło to jemu na pogodzenie się z własnym beznadziejnym położeniem i oddanie swojego życia w imię zasad w które wierzył. Co paradoksalnie ocaliło go przed podzieleniem losu ojca. Wszakże najpierw poddajemy się myślami, a to co dzieje się później, to jedynie konsekwencja tegoż myślenia.

Jeszcze większy popis samodyscypliny uświadczyliśmy gdy Vader został już powalony przez syna. Odrzucił on gniew podsycany przez Sidiousa, ale nie wyrzekł się swojego ja ani swoich przyjaciół. Dzięki szczerości i lojalności płynącej z wyznawanych zasad odzyskał chociaż na krótko swojego ojca i zachował kolejny raz własne życie. Zdołał nakłonić Anakina do tego aby odkupił swoje winy, aby zrzucił łańcuchy nienawiści i wyrzeczeń.

III. "Przekaż dalej to czego się nauczyłeś"

Zgodnie z tym czego mogliśmy się spodziewać, Luke zbudował Akademię Jedi. Pierwszą od przeszło pół wieku, a biorąc pod uwagę to że średnia długość życia człowieka wynosi około 72 lata, nie mówiąc o innych rasach, to naciągana zdaje się być teoria o tym że w pięć dziesięcioleci zapomniano o Jedi do tego stopnia aby mówić już o legendzie. W każdym razie, akcja TLJ dzieje się w około 30 lat po bitwie o Endor, więc nowa akademia musiała funkcjonować przynajmniej dziesięć lat. Zgromadzili się tam ci u których stwierdzono predyspozycje, w tym Ben Solo. To relacji tych dwóch mężczyzn przyjrzę się bliżej w tym punkcie. Nasz nowy Solo to nadal tajemnicza osobowość i trudno być bezlitośnie uszczypliwym w stosunku do tej konkretnej postaci, jednak mój analityczny umysł zaczął powoli acz nieubłaganie przetwarzać to co już o nim wiadomo. Był w połowie Skywalkerem i zdolnym studentem pod opieką Luke`a. Który sam kiedyś dorastał w zastępczej rodzinie, znał bolączki bycia pod opieką "rodziny". Przeżył te błędy które popełniał wobec niego wuj Owen. Sam przecież był za młodu porywczy i nigdy nie skupiał się na tu i teraz. Wędrował myślami za horyzont, za przygodami. Co nie pozwoliło jemu być dobrym opiekunem i mentorem? Luke od tamtej pory przeszedł ogromną przemianę. Wszystkie te wymieniane przeze mnie przykłady i doświadczenia z jego życia najwyraźniej nie mają znaczenia, gdyż pewnego dnia Luke doznał przerażającej wizji czy może koszmarnego snu, na temat swojego siostrzeńca.To nie pierwszy raz gdy naszego przyjaciela nawiedza mrożąca krew w żyłach wizja z przyszłości, pamiętajmy że Yoda uczył wtedy jeszcze młodzieńca, że przyszłość zawsze pozostaje w ruchu. Po spotkaniu z widmem Vadera w grocie na Dagobah, Luke`owi nasuwa się wniosek że najgroźniejszym wrogiem jest nasz strach i my sami. Pomimo tego, wersja Luke`a z TLJ wybrała się do śpiącego Bena z mieczem świetlnym w ręku i zamiarem popełnienia mordu. Zupełnie tak, jakby ktoś pozbawił go pamięci i wiedzy które już zdobył. Tylko ktoś pozbawiony skrupułów mógłby tak postąpić, zwłaszcza że Luke darował niegdyś życie Vaderowi, dzięki czemu ocalił również siebie przed śmiercią w męczarniach. Ten kto wkraczając w dorosłość stale gotuje się na śmierć, po to aby uwolnić ze szponów cierpienia swojego starego już ojca, nie może być zdolny do tego aby zabić z tak ogromną nienawiścią członka swojej rodziny. Zwłaszcza że Ben nie był wtedy jego wrogiem, a został nim dopiero po tym nocnym najściu. Co właściwie urzeczywistniło tę straszną wizję. W mojej ocenie wygląda to po prostu na wyjątkowo paskudny zabieg fabularny, aby zrobić z kogoś dobrego na wskroś, wiernego swoim przekonaniom brutalne bydle które zakrada się skrycie aby zadać śmierć z powodu wizji. Kto jak kto, ale ta postać wie najlepiej jak działa Moc, jak działa strach i jak działa nienawiść. Siłą zmuszono tego pozytywnego bohatera do najbardziej sprzecznego z jego naturą czynu. Tylko po to, aby móc z Bena stworzyć czołowego zabójcę Jedi, mordercę ojca i niestabilnego emocjonalnie mężczyznę, który idealnie wpisuje się w tę propagowaną szeroko nową retorykę "toksycznej męskości" która została rozpropagowana w kulturze masowej przez twórców szkoły frankfurckiej marksizmu kulturowego i ich "teorii krytycznej". W mojej opinii te dwa najnowsze filmy dowodzą temu że Luke Skywalker posłużył twórcom za kozła ofiarnego. Złożono go na ołtarzu, aby móc stworzyć nowego antagonistę. Kylo Rena.

Jakże inny odbiór zyskałby ten film, gdyby Luke faktycznie wyszkolił nowe pokolenie







Dowodzi to wielkości tej postaci, nie były to sytuacje których nie rozumiał, albo na które nie miał lub nie chciał mieć wpływu.



Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Sprośne okruchy"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.